Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Na przekór - Blog Jana Zielonki Na przekór - Blog Jana Zielonki Na przekór - Blog Jana Zielonki

8.05.2015
piątek

Nowa geografia polityczna Wielkiej Brytanii

8 maja 2015, piątek,

David Cameron jest dzisiaj w siódmym niebie. Wbrew wszelkim przewidywaniom wróci na Downing Street bez potrzeby szukania koalicjanta.

Jego najwięksi rywale – Miliband, Clegg i Farage – wycofują się z polityki. Ten ostatni nawet nie dostał mandatu posła, podobnie jak wielu innych liderów laburzystów i liberałów.

Jednak skuteczna kampania Camerona ma swoja cenę. Jest nią groźba rozpadu państwa i konflikt z Europą. Cameron chce być przywódcą Wielkiej Brytanii, a nie Małej Anglii. On widzi siebie jako wielkiego reformatora Europy, a nie jako jej grabarza.

Za pięć lat zobaczymy, czy jego wizja jest realistyczna i jak go oceni historia. Szalę historii może przeważyć ta ostatnia kampania wyborcza.

W jej centrum był egoizm społeczny i narodowy.

Większość wyborców na Wyspach szło do urn z myślą o ich narodzie, ale rozumienie tego narodu było dość zaściankowe. Szkoci postanowili głosować na polityków, którzy stawiają interes Szkocji na pierwszym planie, a nie na tych, którym bardziej zależy na interesie Zjednoczonego Królestwa. W ten sposób torysi czy laburzyści zostali „zmieceni” ze szkockiej sceny politycznej.

Anglicy postanowili głosować na polityków, którzy dawali gwarancję, że Szkoci nie będą im dyktować czegokolwiek. Spekulacje torysów na temat tajnego porozumienia między szkockimi nacjonalistami a laburzystami pogrzebały tych ostatnich.

Anglicy głosowali też na polityków, którzy dawali gwarancję, że Europa nie będzie im czegokolwiek dyktować. 14 proc. wyborców poparło UKIP, a wiele innych poparło Camerona, bo obiecał im referendum w sprawie brytyjskiego członkostwa w UE. Proeuropejscy liberałowie zostali wyeliminowani z gry.

Anglicy poparli też polityków, którzy obiecali, że imigranci nie będą traktowani na równo z nimi, jeśli chodzi o pracę i o zabezpieczenia socjalne. Ta ostatnia motywacja dotyczyła w dużej mierze Polaków, ale też innych cudzoziemców pracujących na Wyspach.

Przez najbliższe dwa czy trzy lata Cameron będzie negocjował nową strukturę państwa ze Szkotami i nową strukturę UE z Europejczykami. Nie będzie się już musiał liczyć z „miękkimi” liberałami, ale będzie się musiał liczyć z „twardymi” skrzydłami swojej własnej partii. Bez głosów tych ostatnich nie będzie mógł nic załatwić, a są oni plecami tak do Szkocji, jak i do Europy. Nie będzie więc łatwo o jakikolwiek kompromis – stąd scenariusz Małej Anglii w konflikcie ze Szkotami i Europejczykami.

Geografię polityczną Camerona komplikuje Londyn, który jest wielonarodowy i „czerwony”, czyli zdominowany przez posłów laburzystowskich. Londyn to motor napędzający wzrost gospodarczy w całej Anglii, bez którego „niebieska” prowincja torysów nie będzie w stanie spłacić swoich długów.

Przyszłość Wielkiej Brytanii będzie więc zależeć nie tylko od spraw narodowych, ale też od spraw gospodarczych. Żadna z dużych partii nie podważała zasady dyscypliny budżetowej, ale torysi promowali gospodarkę neoliberalną, a nie socjalną, jak to nieśmiało robili liberałowie i laburzyści.

W ciągu najbliższych pięciu lat możemy oczekiwać większego zrozumienia dla rajów podatkowych biznesu niż dla protestów upośledzonych czy bezrobotnych. Niskie zasiłki dla ubogich będą cięte bardziej ochoczo niż wielkie bonusy bankierów. Prywatne szkoły czy szpitale będą traktowane lepiej niż te publiczne.

To wszystko oznacza dalszy wzrost nierówności społecznych, ale wyborcy pamiętali, do jakiego krachu gospodarczego doprowadził ich rząd Gordona Browna i Partia Pracy. Wyborcy najwyraźniej też wolą pracować na umowach śmieciowych niż być bez pracy. Dbają oni bardziej o swój los niż o los imigrantów.

Być może jest to normalne, ale nie dla wszystkich. Giles Fraser napisał po wyborach w „Guardianie”: „Wstydzę się teraz być Anglikiem. Wstydzę się należeć do społeczności tak bardzo wyizolowanej od innych, zajętej tylko swoimi sprawami i mającej tak mało zrozumienia dla najsłabszych”. Nie wiem, czy tego typu oskarżenie można postawić tylko Anglikom.

Z zainteresowaniem będę obserwował zbliżające się wybory parlamentarne w Hiszpanii i Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. Dzięki temu co stało się w Szkocji czyli emancypacji narodowościowej, która przełożyła się na spektakularny sukces szkockich nacjonalistów Torysi znaleźli się w komfortowej sytuacji. Laburzyści po utracie głosów szkockich w zasadzie nie mają szans na zwycięstwo wyborcze w Wielkiej Brytanii. Nic nie wskazuje na to, żeby ten trend miał ulec zmianie. Przewiduję dekady nieprzerwanych rządów Torysów w Wielkiej Brytanii.

  2. Bardzo ciekawe stwierdzenie jakoby punkt widzenia Szkotów był zaściankowy. Hamza Yousaf mógłby coś tam panu o tym powiedzieć. Co do Anglików nie mam wątpliwości, że tak jest. Co do tego co pisze @fidelio powyżej po części się zgadzam. Niech sobie torysi rządzą, ale tylko Anglią (w UE czy poza) bez Szkocji.

  3. Napisal Pan szereg razy ” laburzystów” w roznych odmianach. To nie jest ani polska wersja pisowni ani tym bardziej angielska, czy mozna miec zaufanie do Pana ocen dotyczacych brytyjskiej polityki skoro nie potrafi Pan pisac poprawnie glownej partii politycznej GB?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Badaczy opinii publicznej mamy w Polsce więcej od lekarzy.
    Bardzo prawdopodobne jest, że mamy tych badaczy więcej od żołnierzy, ale trochę mniej od generałów, bo te proporcje zostały w Polsce odwrócone.
    Co z tych badań wynika? Niewiele, abo nic. Po tych badaniach pozostaje nam szum medialny i tatuaż w mózgu, stygmatyzujący wyborcę. Badania opinii publicznej przedstawiane w mediach mają uświadomić niezależnym wyborcom, że ich głos oddany na kandydata nie mającego szansy zwycięstwa jest głosem straconym. Ponieważ większość z nas nie lubi uczestniczyć w przegranych bataliach, więc oddajemy głos na tego kandydata który ma szanse na zwycięstwo i tym sposobem w wyścigu do zwycięstwa wyborczego zostaje tylko dwóch liczących się kandydatów, dwie partie, a reszta robi za statystów.
    Według badania exit poll po wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii konserwatyści mogą liczyć na 316 mandatów, a laburzyści na 239. Partia Nigela Farage’a dostanie tylko dwa miejsca w Izbie Gmin. Wyniki oficjalne niewiele różnią się od tych exit poll.
    Wynik tych wyborów nie zmieni polityki zagranicznej Wielkiej Brytanii, która w Unii Europejskiej pozostanie do czasu zapowiadanego referendum w roku 2016 roku.
    To referendum, jeżeli się odbędzie, prawdopodobnie potwierdzi wolę Brytyjczyków pozostawania członkiem UE, ponieważ Unia jest znakomitym instrumentem sterowania Europą przez grupę kilku najsilniejszych państw UE i to one czerpią największe korzyści z jej istnienia. Polska do tej grupy nie należy.
    Jak te wyniki przełożą się na wynik wyborów prezydenckich w Polsce? Wpływ na polska opinię publiczną będzie niewielki albo żadny. Do wyborów pozostało za mało czasu aby gaduły z mediów „głównego nurtu” mogły rozwinąć swoje propagandowe zdolności interpretacyjne. Wyborcy polscy zostali już starannie „obrobieni” przez media. Zmasowany atak na kandydatów reprezentujących partie opozycyjne wobec koalicji Platformy z PSL prowadzi się od wielu tygodni. Czy ten plan dyskredytacji kandydatów opozycji przyniesie oczekiwane rezultaty dowiemy się już w niedzielę wieczorem po badaniach exit poll w Polsce. Według moich przewidywań nie będzie rozstrzygnięcia w pierwszej turze wyborów. Do drugiej rundy zakwalifikują się dwaj kandydaci, pomiędzy którymi rozegra się wyścig do fotela prezydenckiego.
    Mamy więc przewidywany czas na podjęcie ważnej decyzji w drugiej turze wyborów. Wybory w Polsce okażą się sukcesem jeżeli zmienią istniejący układ sił i wyrwą polską klasę polityczną z odrętwienia i apatii.
    Powinniśmy głosować zgodnie z własnym sumieniem, nie sugerując się wynikami badania opinii publicznej i stygmatyzującymi nas hasłami wyborczych spotów telewizyjnych. W krajach uprawiających demokrację obecność na wyborach powinna być obowiązkowa.

  6. Wybór Camerona oznacza całkowite zmarginalizowanie Unii Europejskiej w stosunkach z W. Brytanią, wręcz jej podporządkowanie interesom brytyjskim, bądź wystąpienie ze Wspólnoty. Kolejność zdarzeń może być inna.

  7. calkowita dominacja polityki szkockiej przez SNP odbije sie Szkotom czkawka. Tylko pluralizm daje stabilnosc polityczna.

    Cameron nigdy nie mowil, ze chce wyjscia UK z EU. Zawsze jednak dazyl do renegocjacji ukladu co ma sens bo EU trzeszczy a dla UK uklad jest niewygodny glownie dlatego ze UK przestrzega praw europejskich podczas gdy Francja, Niemcy i reszta ma te prawa w d—-e. Nidgy nie slyszalem aby Cameron zadal ograniczenia 4 podstawowych swobod a tylko by ograniczyc kwiopijstwo emigrantow. Ja te znie widze powodu dlaczego Polacy, Bulgarzy czy Portugalczycy moga dostawac zasilki i mieszkania 2 godziny po wjsciu z samolotu.

  8. Oligarchowie korporacji City of London sponsoruja kandydatow na premiera a wsteczne media Ruperta Murdocha ,Sky i The Times piora ludziom mozgi.
    Od czasu kontrrewolucji Thatcher glosy obywateli licza sie z roku na rok coraz mniej.
    Podobnie jest w kazdym kraju dotknietym zaraza neoliberalizmu.

  9. Panie Dariuszu,
    Tygodnik Polityka uzywa terminu „laburzysci” (rowniez w odmianach) i zapewnili mnie, iz jest to termin poprawny. (W orginale uzylem terminu angielskiego). Mam wiec nadzieje, iz wycofa Pan swoja krytyke.
    Pozdrawiam,

    Jan Z

  10. Dariusz
    9 maja o godz. 2:55

    Masz rację Dariusz, „labour” to praca fizyczna, wykonywana przez robotników.
    Więc błęłędne jest tłumaczenie Partia Pracy, kiedy jest to Partia Robotnicza.

  11. Redaktorze Zielonka,

    Zauwaźyłem, że Pan mnie wykasował kiedy pozwoliłem sobie skrytykować demokrację parlamentarną. Tym razem też się z Panem nie zgodzę. Cameron mając większość głosów w parlamencie rządzi niczym car. W demokracji parlamentarnej (pośredniej) lider partii rządzącej decyduje jak członkowie parlamentu z jego partii mają głosować. Głos oddany inaczej kończy się wywaleniem z partii (political suicide). To znaczy, że Cameron moźe wprowadzić prawo, że każdy brytyjczyk w piątek ma nosić na głowie rubber duckie i nikt mu tego nie zabroni. Może on też złamać każdą obietnicę daną podczas kampanii i nikt mu nic nie zrobi.
    Jeśli ten post Pan też wykasuje to pozostanie mi tylko życzyć Panu a good life.

  12. @ Markuss,

    „To znaczy, że Cameron moźe wprowadzić prawo, że każdy brytyjczyk w piątek ma nosić na głowie rubber duckie i nikt mu tego nie zabroni.”

    Rzeczywiscie tak jest w demokracji brytyjskiej. Sa jednak systemy, gdzie ponad parlamentem jest konstytucja i prawa ustanawiane musza byc z nia zgodne, a pilnuje tego np. Sad Konstytucyjny.

    Pozdrawiam

  13. „Z zainteresowaniem będę obserwował zbliżające się wybory parlamentarne w Hiszpanii i Polsce.”

    Naprawdę marzy się Panu w Hiszpanii Podemos, a w Polsce Ikonowicz?
    To oni są zagrożeniem dla UE, a nie Cameron.

    Giles Fraser napisał po wyborach w „Guardianie”: „Wstydzę się teraz być Anglikiem.
    Można mu zapropnować, żeby został dumnym Polakiem w Anglii. Myślę, że wielu rodaków chętnie by sięz nim zamieniło

  14. @ vandermerwe
    Prawda. Prawdą jest też fakt, że premier rządu większośćowego wprowadza prawa, o ktόrych nawet nie wspomniał podczas kampanii wyborczej, np. prawo do podsłuchiwania społeczeństwa, sprawdzania emails przez agencje szpiegowskie, bez konsultacji z wyborcami (i jakoś nie jest to niezgodne z konstytucją). A na wspomnienie o referendum ucieka jakby samego Belzebuba zobaczył.
    I jest tak prawie w każdej demokracji parlamentarnej.

  15. @ Markuss,

    „…sprawdzania emails przez agencje szpiegowskie, bez konsultacji z wyborcami (i jakoś nie jest to niezgodne z konstytucją).”

    Zapewne w wielu krajach funkcjonuje to roznie. Biorac przyklad z wlasnego podworka, tutejsze ustawy sa czesto kierowane do sadu konstytucyjnego, ktory je uniewaznia badz kieruje do parlamentu z wymogiem wprowadzenia konretnych poprawek. W ten sposob uniewazniono lub skorygowano wiele dokumentow prawnych. Wladze czesto dostaja bialej goraczki z tego powodu i mialyby ochote na ograniczenie praw sadu konstytucyjnego ale to wymaga zmiany konstytucji.
    Tutejsza wladza jest jaka jest ale tutejsze sady wyzszego szczebla az do sadu apelacyjnego i konstytucyjnego sa rzeczywiscie niezalezne i wladzy sie nie klaniaja.

    Pozdrawiam

  16. @Dariusz

    Pisownia laburzystów jest w pełni poprawna, proszę sprawdzić Słownik Języka Polskiego.
    Autorowi współczuję poziomu niektórych wpisów tutaj.

  17. Na największych reformatorów w UE pozują obecnie ; grecka Syriza i angielscy torysi.
    Jakoś trudno mi uwierzyć w szczere intencje tych „reformatorów” i obawiam się , że te wielkie reformy które mają na oku służą jedynie ich egoistycznym narodowym interesom.
    Syriza szuka na gwałt kogoś z pieniędzmi , kto bez szemrania i bez kontroli dałby je Grekom , aby ci dalej mogli utrzymać swój standard i styl życia , który Grecja sama nie jest w stanie wygospodarować. Pogoń za tymi celami obywa się pod szczytnymi hasłami walki z hegemonią rynków finansowych i prymatem polityki nad kapitalizmem.
    I kto to ma zapłacić ?
    Zreformowana Unia, bo samej Grecji przecież na te mrzonki nie stać.
    Co do Torysów , to jakbym był Anglikiem, to też bym się wstydził, podobnie jak ten z „Guardiana” . To , że w Europie wszędzie odradzają się ruchy populistyczne i nacjonalistyczne , nie służy jeszcze jako tłumaczenie, że torysi, partia było, nie było z tradycjami, bierze w tym trendzie tak skwapliwy udział.
    Torysi wygrali wybory w UK apelując do najniższych ludzkich instynktów, resentymentów i posługując się ludzką głupotą. W nagonce na imigrantów i Unię , to nawet największy dureń nagle zna się na polityce. Tu wszystko jest jasne i proste, cięcia socjalne były konieczne ze względu na rosnącą liczbę imigrantów bezwstydnie wyzyskujących angielski system socjalny, kłopoty brytyjskiej gospodarki to sprawka UE i jej regulacji.
    Sukces separatystów w Szkocji, który przyczynił się do klęski laburzystów, jest także efektem odradzających się nacjonalizmów.
    Widmo nacjonalizmu unosi się nad Europą. XX-wieczna wiara w to , że w narodzie jako takim , jest jakaś wyjątkowa siła , a nawet zbawienie , powraca z nową siłą na salony polityczne i chce reformować Unię Europejską.

  18. Świat potrzebuje Wielkiej Brytanii.
    Druga wojna to udowodniła,to imperium nie uległo imperium zła.
    Na Europę nie ma co liczyć. Bo jest to bezmyślny byt polityczny i gospodarczy, łącznie z tym co się nazywa unią europejską.
    Do marszu na klęczkach w kierunku Moskwy tylko się nadaje.
    Dzięki Bogu, to premier Cameron z jednej strony, a car Putin z drugiej,
    będą decydowali o losach Europy, Ci zza kałuży także.

    Europejski człowiek — UK moim zdaniem nie wchodzi w skład Europy
    — przestał myśleć, tkwi w bezmyślności. Postawienie naszego Tuska na jej czele struktur europejskich, o tym świadczy, dobrego do manipulacji, kombinowania – tylko.
    Tych czynników świadczących o bezmyślności europejskiej jest dużo
    więcej. Od ich wyliczania mamy politologów, również naszego
    gospodarza.

    Nam pozostaje tylko widzieć to bezgraniczne europejskie zło i krytyka.
    W obecnym stanie rzeczy – nadajemy się tylko do tego, co się nazywa
    – mięsem armatnim.

  19. Cameron stał się zakładnikiem Szkocji i wygranej narodowców .
    Jeżeli to nie są dekoracyjni narodowcy , to te wybory dostarczyły nowych zmartwień dla Wielkiej Brytanii..