Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Na przekór - Blog Jana Zielonki Na przekór - Blog Jana Zielonki Na przekór - Blog Jana Zielonki

7.04.2015
wtorek

Gdyby Polacy mogli głosować na Wyspach

7 kwietnia 2015, wtorek,

Tego roku wyborcy w Polsce, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii zadecydują o losach Europy.

Nie jestem pewien, czy wyborcy z tych krajów mają tego świadomość. Kampanie przedwyborcze koncentrują się na sprawach zaściankowych, a gdy pojawia się temat Europy, to głównie w kontekście interesów narodowych. Trudno zbudować silną Europę na luźnym zlepku dwudziestu ośmiu egoistycznych interesów narodowych.

Zaściankowość i egoizm rzucają się w oczy szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie już za miesiąc wyborcy ruszą do urn. Gdyby w tych wyborach mogli głosować imigranci, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Na Wyspach mieszkają i pracują dwa miliony obywateli z innych krajów UE. Zwłaszcza rzesze polskich imigrantów poparłyby politykę zjednoczenia Europy, wolnego przepływu siły roboczej, tolerancji wobec innych – włączywszy tych, którzy mówią z dziwnym akcentem.

Polacy na Wyspach głosu jednak nie mają. Ze zdziwieniem czy irytacją śledzą wyborcze debaty, w których migrant jest często obiektem krytyki, choć ciężko pracuje i płaci podatki.

Właśnie odbyła się telewizyjna debata przedwyborcza pięciu liderów najważniejszych partii. Nie napawa ona optymizmem – tak w kwestii Europy, jak interesów Polski i Polaków.

Dziennikarze wierzą, że polityka to dochodowy przemysł rozrywkowy, który uprawia się w mediach. Nic też dziwnego, że przywiązują oni wielką wagę do debat telewizyjnych, zresztą nie tylko tych wyborczych. W piątek poważna gazeta „Guardian” poświęciła dużo uwagi nie tylko przedwyborczej debacie telewizyjnej, ale również telewizyjnemu wystąpieniu Michelle Obamy w popularnym programie NBC Tonight Show. Pierwsza dama zachęcała amerykańskich telewidzów (zwłaszcza tych z nadwagą) do diety i tańca.

Dziennikarze przywiązują też wielką wagę do rankingów, zwłaszcza tych, które sami zlecają. Według tego zleconego przez „Guardiana” lider laburzystów wyprzedził jednym punktem lidera konserwatystów w telewizyjnym show. Inny ranking dał wyraźne zwycięstwo przywódcy partii UKIP, której głównym celem jest wyjście z UE i ograniczenie praw imigrantów. Oczywiście wybory w przeciwieństwie do rankingów wskazują tylko jeden rezultat. Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego w tym kraju wygrał właśnie UKIP, choć główne media i gazety go ignorowały czy wręcz bojkotowały.

Zapomniały pewnie, że żyjemy w erze internetu, w której każdy może być reporterem, komentatorem i agitatorem w wirtualnej sieci. W tym roku UKIP jest obecny we wszystkich mediach. UKIP-owi trudno jednak będzie powtórzyć zeszłoroczny sukces, bo w Izbie Gmin obowiązuje inny system wyborczy niż w Parlamencie Europejskim. Jednak partia ta już wygrała tegoroczne wybory w sposób symboliczny, bo zmusiła dwie największe partie do przejęcia części jej demagogicznych sloganów na temat imigrantów i zjednoczonej Europy. To dotyczy głownie konserwatystów, ale lider laburzystów Ed Miliband przyznał się we wspomnianej debacie, że polityka „otwartych drzwi” w stosunku do pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej była błędem jego partii w poprzednim rządzie.

Zważywszy że Miliband jest synem imigranta, jest to wypowiedź dość oportunistyczna. Zresztą Wielkiej Brytanii nikt nie zmuszał do przyjmowania pracowników z Polski zaraz po rozszerzeniu UE. Reguły pozwalały starym krajom członkowskim wprowadzić siedmioletni okres przejściowy dla przepływu siły roboczej z nowych krajów członkowskich. Niemcy i większość innych starych członków wprowadziły taki okres, ale Tony Blair i jego partia chcieli na imigrantach zrobić gospodarczy interes i im się to udało. Problem w tym, że za zastrzykiem taniej i dobrze pracującej siły roboczej nie szły zabezpieczenia socjalne dla regionów, do których zaczęli napływać Polacy. Nagle szkołom zabrakło nauczycieli, szpitale zaczęły się przepełniać, a niekonkurencyjni lokalni Brytyjczycy znaleźli się bez pracy. Pytanie tylko, co rząd nad Tamizą zrobił z pieniędzmi, które zarobił na Polakach.

Dziś pod ostrzałem brytyjskich polityków i mediów są nie tylko imigranci, ale cała idea europejskiej integracji. Pod naciskiem UKIP torysi obiecali referendum w 2017 roku odnośnie do członkostwa w UE. Wyniki tego referendum są trudne do przewidzenia, ale w obecnym klimacie politycznym łatwo można sobie wyobrazić „Brexit”, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z UE. Konsekwencje takiego wyjścia są bardziej przewidywalne. Wspólna polityka europejska w dziedzinie obrony czy finansów będzie dość symboliczna bez Wielkiej Brytanii. Dominacja Niemiec i Francji w Europie będzie jeszcze bardziej znacząca. Dla Polski jest to czarny scenariusz i nie rozumiem, dlaczego niektórzy nasi politycy mówią o Brexit z lekceważeniem.

W ostatniej kadencji rządu antyeuropejskie zapędy torysów hamował ich koalicyjny partner. Jednak Partia Liberalna zapłaci pewnie za lata politycznych kompromisów na rzecz silniejszego i bardziej prawicowego partnera w rządzie. Wygląda nawet na to, że lider liberałów Nick Clegg straci mandat w swoim okręgu wyborczym. Upadek liberałów rozpętał spekulacje na temat innych małych partii będących języczkiem u wagi w nadchodzących wyborach. Laburzyści oskarżają torysów o tajny spisek z UKIP, a torysi oskarżają laburzystów o tajny spisek z SNP. Ta druga to partia szkockich nacjonalistów (czy patriotów), którzy przegrali niedawno referendum na temat odłączenia Szkocji od Wielkiej Brytanii. Być może jednak szkoccy nacjonaliści się odegrają, tworząc koalicję z Partią Pracy za cenę dalszej autonomii Szkocji. Szkoci mówią, że są bardziej proeuropejscy niż Anglicy, ale separatyzm regionalny nie idzie ręka w rękę z polityką integracji.

Ciekawe, jak polscy emigranci będą głosować jesienią w wyborach parlamentarnych w macierzy. Czy poprą politykę zjednoczonej Europy, współpracy, kompromisu i tolerancji? Jeśli tak, to część naszej kampanii wyborczej trzeba będzie prowadzić w Wielkiej Brytanii. Zapraszam do Oksfordu!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Wyniki wyborów w okręgach zagranicznych są zawsze takie, że PO dostaje za granicą więcej głosów niż w Polsce, aczkolwiek w różnych wyborach ta różnica się zmienia, od kilku do kilkunastu procent.

    W Polsce kampania wyborcza również dotyczy migrantów, mianowicie wszyscy kandydaci prześcigają się w pomysłach na sprowadzenie Polaków do Polski, bo emigracja ma być rzekomo katastrofą i hańbą dla kraju. Jeden z bardziej kuriozalnych kandydatów niejaki Kukiz stwierdził, że emigranci są ‚wypędzeni’. Generalnie wszyscy polscy politycy chcą tego samego, co UKiP: zabrania Polaków z Anglii do Polski.

  2. Wybory w Polsce nie zadecydują o losach Europy. Megalomania urzędników zostaje zawsze skorygowana po wyborach , kiedy okazuje się , że następcy są tak samo podatni na krupcję i wasalizm jak poprzednicy . To nie zwalnia jednak wyborców od uczestnictwa w wyborach i próbie dokonania zamian . Zmiana ekipy co parę lat jest tak potrzebna jak przewietrzanie mieszkania. Czas na zmianę pokoleniową zbliża się nieubłaganie.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. ” Zwłaszcza rzesze polskich imigrantów poparłyby politykę zjednoczenia Europy, wolnego przepływu siły roboczej, tolerancji wobec innych – włączywszy tych, którzy mówią z dziwnym akcentem.”

    Panie Profesorze, niestety obawiam się że Pan się myli, Polacy w UK, i nawet w socjaldemokratycznej Norwegii czy Szwecji głosują na…KNP/Korwina, to niestety ta partia oszołomów uzyskała największe poparcie, nie zdziwiłbym się gdyby polacy głosowali na…UKIP, podobno jeden polak kandyduje z ramienia tej partii. Pozdrawiam serdecznie

  5. Krzysztof Mazur
    7 kwietnia o godz. 13:50

    ’emigracja ma być rzekomo katastrofą i hańbą dla kraju’ Oczywiscie masz racje, ty masz czesto racje! Jestes jednym z bystrzejszych komentatorow tygodnika. Masz okreslona linie bez odstepstw i kompromisow, walczysz zaciekle z inaczej widzacymi. Przeciez to naturalne.
    Emigracja jest zawsze najlepsza dla emigrantow, zaczynasz nowe zycie, poznajesz nowa kulture, masz nowe cele. Ja tez kiedys zostawilem ten polski bagaz w polskim samolocie, wrocil sobie skad go przywiozlem. Dzieci jakie sie dorobilem rodzily sie poza polandia z niepolkami. Mysle ze wiekszosc mlodych poki ma ochote i sa mozliwosci powinna emigrowac, to jest bardzo energetyzujace, napedzajace, mobilizujace do kreatywnosci bo nalezy sie wybic wsrod obcych, po jakims czasie nowych swoich. Tu jest praca, sa jasne reguly gry rynkowej i zawodowej, sa sprawiedliwe sady, praca zawsze daje awans materialny. Sa kraje z nadprodukcja populacyjna, sa kraje montownie swiatowych koncernow i sa kraje centra naukowe i technologiczne ktore wysysaja mlodych zdolnych. A co mialem robic w polandii, narzucac sie jej, byc nachalnym?

  6. Wielka Brytania zawsze była trudnym członkiem UE. Długo nie potrafiła sie ona pogodzić z upadkiem swojego imperialnego znaczenia i dlatego przystąpiła dopiero po licznych ustępstwach na jej korzyść w 1973 roku do Unii. Także jej członkowstwem było usłane narodowym egoizmem i rządaniami coraz to nowych rabatów. Ta wyjątkowo arogancka i egoistyczna postawa Brytyjczyków była długo tolerowana przez kontynent ze względu na sile UE i dobro ogólne jakim jest Unia Europejska dla krajów członkowskich.
    Ta sytuacja się jednak radykalnie zmienia. W Europie w ostatnich latach stało sie popularne traktowanie Uni Europejskiej jak szamba , do którego można zwalać cały narodowy gnój , który samemu się sprokurowało. Popularność Unii dzięki tej pseudo polityce w społeczeństwach maleje. W ten sposób nasze obecna narodowe klasy polityczne ,na czele z brytyjską, stają się grabarzami wielkiej idei zjednoczonej pokojowej Europy.

  7. Panie profesorze pan się nie boi przyjaciele z PO i PSL sfałszują te wybory w końcu mają wprawę.

  8. @Bever
    „po jakims czasie nowych swoich.”

    Nie łudź się, do końca życia będziesz bloody foreigner, taki los pierwszego pokolenia emigracji.

  9. Koszty i zyski emigracji dość łatwo obliczyć.
    Cu chciani mają cenne kwalifikacje uzyskane kosztem innego kraju.
    Ci niechciani, są półdarmową i półniewolniczą siłą roboczą.
    I wykonują prace niechciane przez tubylców i słabo opłacane.
    Do tego, płacą podatki i konsumują napędzając popyt wewnętrzny.

    Oczywiście, działa to w krajach sensownie zorganizowanych, będących w stanie zagospodarować ten tłum.
    Dla krajów mało zorganizowanych, jest to jedynie obciążenie budżetu kosztami utrzymania darmozjadów nie ze swej winy.

    Polska od paru setek lat stała się darmowym rezerwuarem siły roboczej dla świata.
    Nie potrafimy poza kilkoma okresami, zagospodarować własnych ludzi.
    Cóż, ze sporym pożytkiem dla siebie i nich, robią to inni…..

  10. fidelio
    7 kwietnia o godz. 20:01

    bloody foreigner
    Tak jest/bylo w Niemczech, tam liczyl sie akcent, ale juz inaczej bylo w Szwajcarii, a juz calkiem inaczej jest w USA. Tu nawet nie mowi sie poprawnie a najwazniejsze jest byc rozumianym i zrozumiale przekazac swoje oczekiwania. Ludzie oceniaja cie po tym kim jestes i ile zarabiasz. Znam wielu kolorowych z turbanami i kropami na czole, z jarmulka i blondasow, wielu to obywatele inni na nielegalu, to bez znaczenia. Kazdy jest skads.
    W Europie lub Japonii jest rzeczywiscie inaczej ale nie spotkalem sie z ograniczaniem mnie jako obcego.

    wiesiek59
    7 kwietnia o godz. 21:24

    I jest tak jak on mowi, Polacy do ciezkiej pracy, Polki do opieki i czyszczenia. Starsze pokolenie nie zna angielskiego zupelnie, sami skazali sie na dno spoleczne. Mlodzi i dobrze wyksztalceni, pokolenie IIIRP to sa ludzie pozadani. Wszystko zalezy od osobistej ambicji i motywacji. Ten kraj jest szansa tylko dla takich.

  11. Ameryka / USA / jest krajem wyjątkowym i bardzo przyjaznym dla imigrantów.
    W Europie nigdy nie będziesz „jak u siebie „. Pierwsze pokolenie imigrantów zupełnie stracone i zagubione.
    Emigracja jest ciężkim doświadczeniem życiowym. Polscy politycy III RP są grupą próżniaczą, wyjątkowo nieudaną i błazeńsko wasalną wobec globalizmu. Obecność w Unii z innymi państwami nie oznacza obowiązek poniżania się brązowonosych .
    Polska widziana z daleka budzi nostalgię , ale odkrywa krzywą perspektywę wad narodowych. Politycy polscy w tej perspektywie wyglądają jak karykatury.

  12. Gospodarzu! UK i Brytyjczycy maja problem polegajacy na tem, ze jak juz wprowadza jakies prawo to jest ono przestrzegane. I takiemu krajowi w EU jest ciezko bo inni maja do Europejskiego prawa stosunek, powiedzmy, elastyczny tzn stosuja te Europejskie prawa tam gdzi im wygodniej, a nie jak UK, zawsze. Szlag mnie trafial kiedy Trybunal w Strassbourgu nie pozwolil wydalic do Jordanii jednorekiego bandyte i terroryste z powodu niepewnosci do poszanowania praw czlowieka. A koszta przetrzymywania bandyty w UK siegnely 12 mionow funciakow. Francja bez zadnego problemu wywali kazdego bez wzgledu na to co powie Strassburg. Wiec, juz w skrocie, jak EU zacznie przeztrzegac prawa to sie Anglicy na powrot do UE przekonaja

    Emigranci w UK to temat przedwyborczy. Predzej raczej niz pozniej Anglicy poradza sobie z problemem

    Kwestia emigracji w UK to sprawa ni

  13. @Bever
    „Tak jest/bylo w Niemczech, tam liczyl sie akcent, ale juz inaczej bylo w Szwajcarii, a juz calkiem inaczej jest w USA. Tu nawet nie mowi sie poprawnie a najwazniejsze jest byc rozumianym i zrozumiale przekazac swoje oczekiwania. Ludzie oceniaja cie po tym kim jestes i ile zarabiasz. Znam wielu kolorowych z turbanami i kropami na czole, z jarmulka i blondasow, wielu to obywatele inni na nielegalu, to bez znaczenia. Kazdy jest skads.
    W Europie lub Japonii jest rzeczywiscie inaczej ale nie spotkalem sie z ograniczaniem mnie jako obcego.”

    Niezależnie do tego jak przyjazna będzie reakcja miejscowych to i tak do końca pozostaniesz kimś z zewnątrz, bo po prostu tak jest, jesteś stąd, a nie stamtąd, po prostu. Ten prosty fakt ma swoje konsekwencje na zawsze.

  14. Wydaje mi się, że Wlk. Brytania pod rządami konserwatystów jest w gruncie rzeczy znakiem tego samego sprzeciwu wobec Unijnego establishmentu co SIRIZA czy PADEMOS, Chodzi o to, co Pan wcześniej wychwycił w swoich przyjaznych komentarzach dla SIRIZY, że część społeczeństw Europejskich nie wyraża zgody na projekt integracyjny, który wymknął się społecznej kontroli i jest realizowany przez elity i biurokracje Unijną. I wszystko może byłoby dobrze, pytanie tylko czy sam projekt integracyjny trzyma się kupy. Amerykanie wskazują na swoim przykładzie, że większa integracja oznacza większe przepływy finansowe do regionów upośledzonych, a na to nie wyrażą zgody kraje bogate, które korzystają i jednocześnie płacą. Pośród tych krajów wadliwie działają mechanizmy integracji, bowiem nie godzą się w ogóle płacić daleko więcej na b. zintegrowaną Europę, a jednocześnie chcą większej dyscypliny budżetów krajowej, de facto dalszego ograniczenia suwerenności krajów członkowskich w dziedzinie ich własnych finansów. Pośród krajów słabszych zgody na to nie ma. Część z nich chciałaby jednak większych transferów w celu podtrzymania dotychczasowego standardu życia w sytuacji gdy ich gospodarki i państwa nie są efektywne. Inna część chce luźniejszej formuły Unii Europejskiej. Wygląda więc na to, że trzeba zawrzeć kompromis na poziomie koncepcji: „Europy ojczyzn” z lekkimi odchyłkami w kierunku federalizacji. Jeśli takiego kompromisu nie będzie UE zacznie się z wolna zwijać.

  15. @głos zwykły
    8 kwietnia o godz. 20:43
    Ciekawa uwaga – można wręcz powiedzieć, że Unia działa jako ,,spisek elit”. Symptomatyczne – cały czas odbywają się negocjacje USA – UE (TTIP), w naszym kraju dominuje przekaz ze strony rządzących, o ile są w ogóle łaskawi coś na ten temat powiedzieć jaka to ,,szansa” jakie ,,możliwości”. Niestety w krajach bardziej ,,obywatelskich” ludzie wiedzą także o ZAGROŻENIACH. O tym, że układ ten jest jednoznacznie korzystny dla wielkich ponadnarodowych korporacji i dla krajów o silnej ekonomii, o tym , że korporacja może zażądać odszkodowań za ,,potencjalne utracone zyski”, że rozprawy będą się odbywać przed ,,sądem” złożonym z przedstawiciela rządu, korporacji i ,,niezależnego”. Nie trzeba dodawać, że dla korporacji obracającej miliardami kupienie owych ,,przedstawicieli” będzie sprawą trywialną.
    My w Parlamencie Europejskim mamy speców od ,,honoru i dumy” i obrony polskiego interesu narodowego. Niestety oni miast patrzeć na ręce ,,spiskującym elitom” robią wystawki o aborcji, o zamachu w Smoleńsku, domagają się preambuł. Ale zadawać niewygodne pytania ,,dlaczego w TTIP…” – tu cisza. Może to bariera językowa? Chyba nie – no bo jest poliglota Richard Czarnecki. A może nie mają pojęcia, że się takie negocjacje odbywają bo szykują kolejny kolaż o zbrodniach Tuska?

  16. Lepsze niz przystapienie do TTIP bedzie zarzadanie od Niemiec odszkodowania za zniszczenia w czasie II Wojny.
    Grzegorz Kostrzewa-Zorbas ,byly pracownik MSZ i MON , absolwent dwoch prestizowych amerykanskich uniwersytetow, pisze ze Biuro Odszkodowan Wojennych wyliczylo w latach 40-tych straty,ktore obecnie wynosza 845 miliardow dolarow.
    Trudno bedzie otrzymac gotowke,ale bezrobotni niemieccy menadzerowie i mistrzowie z niemieckich fabryk mogli by nam pomoc na nowo zorganizowac gospodarke-po najazdach tatarskich Niemcy ozywili na nowo polskie miasta,jak np Krakow.Zabor Pruski byl najbardziej rozwinieta czescia Polski u progu 20-lecia.

  17. Według mnie Pan Profesor ma rację, jestem pewien, że większość Polaków na Wyspach, gdyby miała prawo do głosowania w wyborach parlamenternych, głosowałaby na tych, którzy są przeciwni wyjściu Zjednoczonego Królestwa z UE. Do takich partii bez wątpienia należą: Partia Pracy, Liberał- Demokraci, Szkocka Partia Narodowa i Zieloni, choć każda z tych partii jest proeuropejska w różnym stopniu.
    Torysi dobrze przekalkulowali, co im się bardziej opłaca – proeuropejskość, czy „anty”, to samo dotyczy polityki imigracyjnej – z dwóch możliwości, wybrali „anty”. Tak się złożyło, że Polacy stanowią jedną z najliczniejszych grup etnicznych wśród imigrantów, ponieważ jednak większość z nich nie ma obywatelstwa brytyjskiego, toteż w wyborach ( z wyjątkiem samorządowych), kompletnie się nie liczą. Są jeszcze Polacy – obywatele brytyjscy, są to z reguły osoby z pierwszej i drugiej fali emigeacji oraz ich potomkowie, których jest może ze 200 tysięcy, jednak znakomita większość z nich, jest nastawiona anty-emigrancko, w tym również do Polaków, którzy pojawili się na Wyspach po 2004 roku. Według starej Polonii nie tylko są gorszymi Polakami, lecz również stanowią swego „zagrożenie socjalne” – im ich więcej, tym większe prawdopodobieństwo, iż będą oni korzystać z pomocy socjalnej państwa, co w końcu przełoży się na kolejne cięcia w świadczeniach dla Brytyjczyków, bo przecież imigranci mają niemal takie same prawa w zakresie dostępu do „benefitów”. Torysi wraz z UKIP na każdym kroku zresztą zwalają wszystko na imigrantów, szczególnie z Polski, ponieważ Polacy jako jedna z najliczniejszych grup są najbardziej widoczni i niestety, coraz więcej Brytyjczków uważa, że to przybysze z Polski odbierają im miejsca pracy, godząc się na najniższe stawki, że Polacy nagminnie wykorzystują system socjalny, choć to wszystko jedna, wielka nieprawda, przeczą temu bowiem oficjalne statystyki, z których w wynika, że nasi rodacy mogą się szczycić najniższym stopniem bezrobocia, wśród wszystkich imigrantów w UK, są na jednym z ostatnich miejsc pod względem korzystania z pomocy socjalnej. Tylko, że nikt tego nie słucha i nie czyta, a każde dementi jest głosem wołającego na puszczy – ludzie lubią proste prawdy proste wyjaśnienia.
    Nie tylko stara Polonia popiera konserwatystów i UKIP, wielu młodych Polaków, którzy przyjechali tu po 2004 roku działa w strukturach obu wymienionych partii będąc, niejako, listkiem figowym dla nich – „nie jesteśmy antypolscy, bo przecież w naszych szeregach są również Polacy”. Owi Polacy pojawiają się w mediach oburzając się na „naciągaczy”, „obiboków”, podając jednocześnie swoje przykłady, że można inaczej, bo oni pracują, dobrze zarabiają, nie wykorzystują systemu. Bywa jednak i tak, że owi świecący przykładem tracą pracę i nie mogą znaleźć nowej i idą na zasiłek. Znam co najmeniej trzy takie osoby – dwie toryski i jednego „ukipowca” – ich nowy byt ukształtował im nową świadomość – już nie popierają konserwatystów, ani UKIP, lecz wręcz nienawidzą.
    Według mnie- bez względu na, to, kto wygra wybory – Wielka Brytania pozostanie w UE, ponieważ chce tego wielki i mały biznes, ponadto Parlament Europejski, to dla polityków kopalnia złota.
    Jako obywatel brytyjski zagłosuję na labourzystów, ponieważ ciekaw jestem, jak Miliband spisze się jako premier, no i -mimo wszystko – jest bardziej pro-polski niż reszta i nie będzie psuł nam wizerunku. Jeśli wygra Cameron, stanie on przed problemem wyjścia z twarzą z obiecanego na 2017 rok referendum w sprawie wyjścia z UE, a UKIP? Według mnie tych wyborów nie wygra.

  18. Slawczan
    9 kwietnia o godz. 10:29
    Jak wspomniałem projekty quasi federalizacyjne, czy też głębokiej integracji wymagają większych przepływów finansowych do regionów upośledzonych lub bardzo liberalnego podejścia tj. odejścia od karty socjalnej, subsydiowania, praw pracowniczych, zmniejszania roli państwa i biurokracji na poziomie UE i w poszczególnych krajach etc. Wówczas to może zadziałać. W innym przypadku realizacja takich projektów może pociągać za sobą kosztowne kryzysy. Jeśli Europa chce TTIP powinna wybrać liberalne podejście i mniejsze ceny w sklepach. Zresztą już dzisiaj ceny na markowe produkty spadają w związku z wejściem na polski rynek dużych amerykańskich graczy. Dzisiaj kupiłem b. przyzwoite buty sportowe ze skóry firmy Everlast za 78 zł. Cena nie do uwierzenia, no ale tak powinny wyglądać Stany Zjednoczone Europy i USA: niskie ceny na gaz z łupków, wysokiej jakości jedzenie, odzież obuwie, amerykańskie wersje europejskich samochodów i wolność robienia interesów na obu półkulach i przemieszczania się, a na granicach wielkie bazy wojskowe sił natychmiastowego reagowania, systemy rakietowe i broń jądrowa najnowszej generacji, że o radarach penetrujących przestrzeń po Sachalin nie wspomnę.

  19. folwarkPn
    9 kwietnia o godz. 17:01
    Uważam, że powinieneś doradzić Władymirowi Putinowi, aby zażądał od pani kanclerz Niemiec odszkodowania w wysokości 1 tryliona Euro za złamanie paktu Ribbentrop Mołotow na podstawie którego Niemcy i ZSRR wyznaczyły wzajemne strefy wpływów i zgodziły się na respektowanie eksterminacji ludności w swoich strefach wpływów. Niemcy wszak zaczęły wojnę i zamiast eksterminować Polaków, tak pilnie jak sowieci w swojej strefie wpływów zabili 27 mln sowieckich obywateli i zniszczyli 1/3 ich majątku narodowego. Dopiero całą sprawę uratowali wszak Anglosasi przyznając sowietom to czego żądali od Niemiec, wszak z ograniczoną zgodą na eksterminowanie ludności w swojej strefie wpływów. A potem bęc i Anglosasi oszukali Sowietów, jak wcześniej Adolf Hitler i przejęli ich strefę wpływów bez odszkodowania i idą dalej na odwiecznie ruskie tereny. Czy tak się godzi?

  20. Wybory w UK,w Hiszpanii i w Polsce.
    Polacy nie bedą głosowac w UK i w Hiszpani na listy i kandydatury miejscowe.
    Czy polscy emigranci zechcą głosowac na listy,kanydatury w polskich wyborach ?

    W Kraju nasze poglądy kształtują b.intensywnie media na usługach marketingu politycznego.Niewielu udaje się wyrwac spod kanonady a ci co im się udało szukają schronienia w emigracji wewnętrznej.
    Do emigracji prawdziwej,tak mi się wydaje,polska kanonada dociera znacznie słabiej.
    Nie znam żadnych badań potencjalnego udziału emigracji w polskich wyborach ani żadnych badań aktualnych emigracyjnych preferencji politycznych.W UK.W USA wiadomo.
    Zaproszenie Proffa „polskiej kanonady ” do Oksfordu,by „ukształtowac” poprawnośc polityczną emigrantów niesie spore ryzyko dla zapraszającego.
    Mogą pojawic się modele TU 101 ,wystawy medialne „cywilizacji śmierci” itp.
    Moze jednak oszczędzic emigrantów.Niech tęsknią za Krajem rozumnym.