Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Na przekór - Blog Jana Zielonki Na przekór - Blog Jana Zielonki Na przekór - Blog Jana Zielonki

10.03.2015
wtorek

Czy Unia Europejska powinna mieć swoją armię?

10 marca 2015, wtorek,

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker opowiedział się za utworzeniem wspólnej armii w Europie. W rozmowie z „Welt am Sonntag” Juncker powiedział, że przy pomocy takiej armii Europa mogłaby wiarygodnie reagować na zagrożenia pokoju w jednym z państw członkowskich czy państw sąsiedzkich Unii Europejskiej. Niektórzy polscy komentatorzy strasznie się podniecili. Wreszcie jest pomysł na powstrzymanie Putina i zbudowanie silnej Europy. Ich optymizm uważam za przedwczesny, a pomysł na europejską armię – błędny.

Pomysł na utworzenie europejskiej armii nie jest nowy. W latach 50. debatowano na temat stworzenia Europejskiej Wspólnoty Obronnej, z której nigdy nic nie wyszło. Pod koniec lat 90. Unia postanowiła stworzyć siły szybkiego reagowania liczące 50-60 tysięcy żołnierzy. Później zaproponowano stworzenie trzynastu Europejskich batalionów bojowych. Z tego, co mi wiadomo, powstały tylko dwa takie bataliony, grupujące nie więcej niż 3000 żołnierzy. Powstały też różne symboliczne biura w Brukseli, takie jak Europejski Komitet Wojskowy czy Europejska Agencja Obronna, o których mało słychać w kontekście walk na Ukrainie czy na Bliskim Wschodzie.

Przyczyn fiaska tych pomysłów jest wiele. Amerykanie patrzyli na nie z podejrzeniem, gdyż dla nich zbrojnym ramieniem Europy było zawsze NATO. Państwa posiadające znaczące siły obronne, takie jak Wielka Brytania czy Francja, nie chciały, by ich polityka obronna była dyktowana przez państwa bez potencjału wojskowego (takie jak Belgia) lub bez specjalnej ochoty na akcje militarne (takie jak Niemcy). Była też presja finansowa: dlaczego mamy wydawać pieniądze na armię, a nie na szkoły czy szpitale?

Część z tych argumentów nie jest już tak zasadna. Amerykanie chcą, byśmy wzięli odpowiedzialność za bezpieczeństwo na własnym podwórku. Wydarzenia na Ukrainie i Libanie pokazały, że trudno o spokojne, dostatnie i wygodne życie, gdy wokół nas płonie dom. Podstawowy problem z europejską armią jest jednak inny. Jak długo Unia Europejska nie ma poważnej polityki zagranicznej, mówienie o armii jest kosztowną mrzonką. Europa jest w tej chwili podzielona bardziej niż dawniej. Po części wynika to z kryzysu w ramach sfery euro, a po części z uwagi na zróżnicowane geopolityczne wizje.

W Grecji czy we Włoszech nikt nie chce poważnego zaangażowania na Ukrainie lub w Mołdawii. W Polsce czy na Litwie nikt nie chce poważnego zaangażowania w Libii albo Syrii. Co gorsza, UE nie ma mechanizmu sprowadzania tych różnic do jednego mianownika. Ilekroć za miedzą wybucha kryzys, Unia zaczyna w bólach debatować pojęcie wspólnego interesu. Rezultatem tych debat są puste deklaracje, na które są w stanie zgodzić się wszyscy. Żołnierzy nie można wysyłać na śmierć na podstawie takich pustych deklaracji. To nie znaczy, że ludzie są gotowi umierać tylko za ich własny kraj, a nie za Europę. Nieodpowiedzialne jest jednak wystawianie żołnierzy na ryzyko śmierci bez politycznej jedności grup dowodzących i dokładnego określenia celów strategicznych. Do tego Unii Europejskiej bardzo daleko.

Niech więc Pan Juncker czy Pani Mogherini pojeżdżą trochę po Europie w celu zbliżenia stanowisk w podstawowych sprawach obrony i bezpieczeństwa. Niech wypracują kompromis odnośnie do nowych sankcji w stosunku do Rosji. Niech zdobędą więcej pieniędzy na pomoc Ukrainie. Niech namówią kraje członkowskie na większą współpracę w produkcji i zakupie broni. Niech skoordynują europejskie systemy wywiadowcze.

Prawda jest bowiem taka, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy oczekiwał od UE, że da Ukrainie 17 miliardów dolarów pomocy, a nie małą frakcję tego. (Bez tego MFW nie da Ukrainie obiecanych swoich 17 miliardów). Prawda też jest taka, że rząd Niemiec, który ciepło wypowiada się na temat europejskiej armii, zawetował porozumienie koncernów lotniczo-zbrojeniowych European Aeronautic Defence and Space Company (EADS) i brytyjskiego BAE Systems. (Porozumienie takie doprowadziłoby do powstania europejskiego giganta lotnictwa i obrony). Prawda też jest taka, że szpiedzy w poszczególnych stolicach Europy nie chcą przekazywać uprawnień i pieniędzy Europejskiemu Centrum ds. Wywiadowczych (EU’s Intelligence Analysis Centre: INTCEN).

Bez tego wszystkiego wypowiedzi Pana Junckera sugerują, że jego celem jest rozbudowa symbolicznych instytucji Europy, a nie rzeczywista pomoc Libii czy Ukrainie. Ponadto posiadanie armii wiąże się z odpowiedzialnością i nie jestem pewien, czy tę odpowiedzialność Europa udźwignie. Pamiętam, że po wybuchu wojny w Jugosławii inny polityk z Luksemburga, Jacques Poos, obwieścił w imieniu UE, że oto nadeszła „godzina Europy”.

Podstawą do jego buńczucznej wypowiedzi był świeży Traktat z Maastricht, który powołał do życia Wspólną Europejską Politykę Zagraniczną i Bezpieczeństwa (Common European Foreign and Security Policy: CFSP). Przez następne lata byliśmy świadkami kompletnego paraliżu Europy wobec okropnych morderstw, takich jak te w Sarajewie czy Srebrenicy. Pomyślmy z pokorą o tej niedawnej przecież historii, zanim wydamy kolejne buńczuczne obietnice w imieniu „zjednoczonej” Europy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Niech se Juncker pogada. Co to szkodzi?

  2. Każda inicjatywa mająca na celu ochronę przed tworami bandyckimi typu ISIS czy Rosja jest godna pochwały, tyle tylko że bez pieniędzy nie ma sensu. Europa zbyt powoli budzi się ze swego posthistorycznego snu a obecnie jedyną realna siłą jest NATO.

    To NATO należy wzmacniać a armię europejską budować później.

  3. „Przez następne lata byliśmy świadkami kompletnego paraliżu Europy wobec okropnych morderstw, takich jak te w Sarajewie czy Srebrenicy.”
    No właśnie… ? A gdzie wtedy było NATO !? Na koniaczku czy piwku !?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Fantasmagoria..Fantasmagorija ….

    Przecież rządu UE nie ma wspólnego.Jakiś prezydent ,którego Obama nie zaszczycił wspólną konferencją prasową i jakaś ministra zagraniczna ,która olewa jakiegoś prezydenta i vice versa.

    A tu „ARMIA WSPÓLNA”

    Fantasmagoria ,Fantasmagorija …

  6. Niech Unia (Zwiazek Radziecki wersja2 zachodnia) ma swoja armie. Niech ma rowniez Nato. Niech wydaje wiecej na zbrojenia i niech szybciej padnia.

  7. Lepiej, żeby Unia Europejska nie miała armii, bo dzięki Niemcom Putin mógłby zrobić z taką armią wszystko co mu strzeli do głowy.

  8. Spotkanie szefów sztabu Armii UE:

    Generał z Polski: Na Moskwę!
    Generał z Włoch: Do Afryki Północnej!
    Generał z Hiszpanii: Porozmawiajmy o tym jutro.
    Generał z Francji: Co dziś dobrego na lunch w kantynie?
    Generał z Niemiec: Jestem pacyfistą.

    Koniec spotkania.

  9. Celem nadrzędnym Europy powinno być usunięcie z układu Jankesów oraz demontaż NATO. Silna i zwarta Europa powinna czerpać z całej gamy specyficznych talentów poszczególnych nacji.

    Przykładowo, wojska szybkiego reagowania, powinni tworzyć Włosi oraz Hiszpanie. Z kolei Francuzi, mogliby nauczyć Europę, jak organizować silny ruchu oporu, natomiast Grecy – jak zarządzać prowiantem.

    Dowodzenie – powinno być scedowane na Niemców, a funkcje doradcze, z uwagi na wspaniałe tradycje w tejże dziedzinie – należałoby powierzyć Polakom.

  10. Ktos musi bankierow i sluzacych im politykow bronic przed gniewem obywateli.
    Wyjdzie taniej, niz oplacanie z prywatnej kieszeni zachodnich odpowiednikow Batalionu Azov.

  11. Oczywiście, że powinna. Tak samo jak wspólny system podatkowy, emerytalny, politykę zagraniczną, rząd i wspólne partie polityczne, polityków wybieranych w bezpośrednich wyborach, bardzo podobne prawo, wspólną politykę zagraniczną. Słowem powinny powstać Stany Zjednoczone Europy.

    Załóżmy, że w procesie tego jednoczenia Europy wybucha wojna pomiędzy europejską Północą a europejskim Południem. W serii brutalnych bitew giną miliony Europejczyków. Setki miast zostają spalone. Och, co za tragedia! Ach, co za dowód na idiotyczność pomysłów jednoczenia Europy! Jaki doskonały przykład wyższości USA nad Europą.

    Ludność Stanów Zjednoczonych w 1865 roku wynosiła ok. 35 mln mieszkańców. Podczas Wojny Domowej zginęło tam ok. 620 tysięcy. Unia Europejska liczy dzisiaj ok. 507 mln. Gdyby podczas mojej hipotetycznej wojny europejskiej Północy z Południem zginęło procentowo tyle samo ludzi, to mielibyśmy w Europie 9 milionów trupów.

    Po 9 mln zabitych dopiero Europa DORÓWNAŁABY Ameryce w natężeniu porodowych bólów. Nie będąc wcale od niej gorszą.

    A tutaj ludziska martwią się takimi głupotkami jak niezdolność połączenia dwóch zbrojeniowych koncernów czy niemożnością uzgodnienia wspólnej polityki zagranicznej. Get real, guys.

  12. Jesli siegnac do przykladow z przeszlosci tego typu „wspolne” wojsko niestety nie jest zbyt efektywne w podejmowaniu decyzji i ich realizacji. Trudnym do rozwiazania jest problem wewnetrznych animozji, rywalizcji „elementow skladowych”, roznic w ocenie i opracowania strategii. W efekcie albo rzecz „rozlazi sie w szwach” albo tez zamienia w niekonczoncy sie „klub dyskusyjny”, ktory spedza wiekszosc czasu nad uzgodnieniem „wspolnego” stanowiska”.
    Akurat tego typu twor najmniej jest potrzebny do zwlaczania ugrupowan typu ISIS. Co do reszty jak wyzej.

    Pozdrawiam

  13. Pan Profesor ma pełną racje.
    Pozostaje jeszcze dodać , że wybór polityka o kalibrze i sile przebicia p.Mogherini na „ministra spraw zagranicznych Unii” wskazuje najlepiej na to , ile krajom członkowskim Unii zależy na wspólnej polityce zagranicznej.
    Ostatnie istotne inicjatywy zagraniczne wypływające z UE były dziełem poszczególnych krajów , a nie Unii jako całości .
    Patrz porozumienie mińskie.
    W UE obowiązuje zasada jedno państwo , jeden głos. Nie potrafię sobie obecnie wyobrazić sytuacji , w której narodowi politycy oddają los swoich żołnierzy i tak drogich zabawek ,jakimi są siły zbrojne , ze swoich rąk w ręce miedzynarodowych gremiów.
    Obawiam sie także , że powstanie jakichś europejskich sił zbrojnych mogłoby osłabić pozycję NATO i zaangażowanie USA w obronność Europy , co wcale nie musi być Europejczykom na rękę. Po co więc mnożyć byty.
    Narodowe i NATO- wąskie interwencje zbrojne ostatnich lat , wywoływały wiele kontrowersji w zaangażowanych w nie krajach. Jak miałoby to wyglądać z interwencjami Unii , strach sobie wyobrazić.
    Bez dalszej integracji politycznej UE , a także rzeczywiście wspólnej polityki zagranicznej, tworzenie wspólnych , europejskich sił zbrojnych, może jeszcze poczekać.

  14. Obszary destabilizacji się zwiększają, w miarę „demokratyzowania” dyktatur niewygodnych dla kilku państw, bo dyktatorzy przeszkadzali w ich łupieniu.
    Albo nie dzielili się zyskami z łupienia własnych obywateli.
    Ot, i cała tajemnica…….

    Gdyby Francuzi nie mieszali w Libii, być może nie potrzeba by było obecnie troskac się o napływ emigrantów, terrorystów?
    Niepotrzebna byłaby armia europejska?

    Pan profesor nie zwrócił uwagi na PRZYCZYNY naszych obecnych problemów?
    Biedy nie da się zwalczyć armią.
    Pułk fabrykantów, dających pracę ludziom, jest więcej wart niż korpusy armijne.
    I znacznie lepiej stabilizuje sytuację.

  15. Załóżmy, że jest armia UE. Co zrobi w aktualnej sytuacji ?

    Wkroczy do Litwy, Estonii, Łotwy, Mołdawii i Polski, celem ochrony tych krajów przed atakiem Rosji?
    Wejdzie na Ukrainę i będzie razem z nią walczyć z Rosją ?
    Uderzy na Rosję ?
    Inne możliwości ?
    PS chyba nikt nie wierzy w to, że powstanie takiej armii tak przestraszy Rosję, że stuli uszy i odda Krym.

  16. Moim skromnym zdaniem Unia Europejska powinna mieć swoją armię, więcej nawet, ta armia jest absolutnie konieczna dla pokoju na świecie i dobrze, żeby była pod dowództwem niemieckim, gdyż Niemcy mają niezbędne doświadczenie historyczne w walce z globalną finansjerą (przynajmniej propagandowe, bo wiemy przecież, że Wall Street z resztą gangu wspierała Hitlera, ale można to zmienić), wiedzą, jaką należy stworzyć infrastrukturę, do czego wykorzystać komputery IBM, itd. – tylko wtedy będzie można skutecznie dobrać się do dupy okradającym Polskę w biały dzień banksterom lewymi „frankami”, opcjami, czy spreadami które nawet dziś np. w szczurkowym ING wynoszą ponad 7% (!) przy transakcjach walutowych. Będzie można ruszyć na nich zbrojnie, wycelować pancerfausty w ich meliny, wystartować drony wyposażone w rakiety powietrze-ziemia z Ramstein, naładować baterie i skierować na nich armię robotów DARPA, przeprowadzić naloty dywanowe bombami niszczącymi schrony, a uciekinierów w cylindrach aresztować, sprawiedliwie osądzić Trojkami i rozstrzelać.

    Jean-Claude Junckeraa można uczynić księgowym armii UE, będzie ją rozliczał w raju podatkowym Luksemburga.

    Jestem za armią UE.

    PS Po tym swoistym katharsis zamiast złodziejskich, zaczną nareszcie powstawać prawdziwe banki służące Obywatelom, jak niezły projekt orżniętych Frankowiczów: polskapartia.org/index.php/utworzmy-bank

  17. Juncker to nieszczęście Europy. Przez 15 lat premierował bandzie oszustów finansowych o nazwie „Księstwo Luxemburg” i okradał całą Europę (wtedy jeszcze tylko zachodnią) z należnych tam podatków. Obecnie skutecznie hamuje prace komisji wyjaśniającej jego rolę jako herszta tego gangu. Parlament Europejski próbował go już wywalić na zbity pysk, ale on ma możnych mocodawców – międzynarodowych rekinów finansjery, którzy byli beneficjantami jego machlojek.
    Obecnie próbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od postępu dochodzeń zgłaszając coraz to nowe „cudowne idee” , jak np. program 350-miliardowych inwestycji i wspólnego budżetu unijnego (chciałby znowu móc mieć swoje palce w pieniądzach), a ostatnio – projekt wspólnej armii europejskiej! Ten prowincjonalny oszust i polityczny ignorant jest tak bezczelny, że ośmiela się udzielać narodom Europy porad w egzystencjalnych sprawach bezpieczeństwa i popychać różnych idiotów w różnych krajach, w tym także w Polsce, do nieobliczalnych kroków i dalszego zaostrzania konfliktu z Rosją. A więc dalej tak, potrząsajcie szabelkami, Panowie Troglodyci, zobaczycie, do czego to doprowadzi…

  18. Nie powinna!!!
    Wspólna armia wymaga przede wszystkim wspólnoty celów, nie tylko interesów. W przeciwnym wypadku będzie to próba załatwiania interesów cudzym kosztem. Kosztem tych, którzy mają świecić oczami i wyciągać gorące kasztany by realizować mżonki i megalomańse wyobrażenia tych, którzy się przyłożą w 5% do jej utworzenia ale będą żądać 95% działania w ich interesie nie godząc się na żadne kompromisy w sprawach, co do których mają inne zdanie. Czego jesteśmy świadkiem od 10 lat na wielu już polach.

  19. P.S.
    Wspólna armia nie jest po to żeby niemieckimi rękami „dobrać się do dupy okradającym Polskę w biały dzień banksterom”. Na pewno nie po to żeby za Polaków robić to, do czego sami są zbyt nieudolni. Na pewno nie.

  20. Właśnie że powinna!!!

    Ależ mamy przecież bardzo precyzyjną wspólnotę celów – wszystkie armaty armii UE na banksterów: cel, pal!

    Poza tym Niemcy są nam coś winni, za te lata okupacji oraz eksterminacji Polaków muszą się choć trochę zrehabilitować. Zatem: Ładuj! Celuj w Wall Street – ognia! Ładuj! Celuj w City – ognia! Ładuj! Celuj w meliny Rotszylda – ognia! Ładuj! Celuj w BIS – ognia! Takie mielibyśmy wspólne cele, na dobry początek. No ale do tego potrzebna jest armia oraz zdeterminowane dowództwo.

    Teraz p. Kowanda cenzuruje, napisałem mu jak niżej w kwestii frankowej, to wyciął. Co za towarzystwo…

    Proszę pana, propozycja podziału po połowie to w praktyce żądanie złodzieja, żeby mu okradziony zostawił 50% rabunku. Gdyby takie standardy prawne obowiązywały w Polsce, to nic, tylko napadać na banki, czy kraść w biały dzień zwykłym ludziom portfele, a potem połowę zrabowanych pieniędzy zachować sobie w świetle prawa. To jest skandal. Bankierzy do kryminału, do kamieniołomów na dożywocie, razem z KNF!

    Problemem kredytów we „frankach” jest oszustwo założycielskie, chamska grabież Obywateli przy współudziale KNF, która teraz, w obliczu nieuchronnych procesów sądowych stara się siebie prezentować, jako obrończynię uciśnionych, podczas gdy to przez KNF te oszustwa mogły mieć, miały i dalej mają miejsce w Polsce. To jest komisja nadzoru finansowego.

    A co do p. Szoguna, to ten człowiek albo jest albo pozbawionym elementarnej moralności oraz empatii ekonomicznym idiotą, nic nie rozumie z tego, co się wydarzyło, albo jest zdrajcą Narodu, jak reszta popleczników banksterów reprezentujących ich interesy w polityce, przeciwko Obywatelom Rzeczpospolitej.

  21. …”Nieodpowiedzialne jest jednak wystawianie żołnierzy na ryzyko śmierci bez politycznej jedności grup dowodzących i dokładnego określenia celów strategicznych”…
    Znaczy, że jeśli warunki „jedności” i „określenia celów” zostaną spełnione, wtedy warto wysyłać ludzi na śmierć i jest to bardzo odpowiedzialne działanie.

  22. No proszę.
    O Szogunie wystarczyło wspomniec by ideę „za naszą i waszą ” europejską podgryżc.
    Powaznie,czy na powaznie ,to Gajowy (w tle Szogun) podejmujacy decyzję o wyszczeleniu Tomahawka ,nie jest w stanie konsultowac tej decyzji z Prezesem Komisji oraz Prezesem Rady a także z Mogherini (nie pamietam jakie stanowisko) ,musi pominac Merkel,Hollanda,a nawet Tego z UK.Bo czasu nie ma .Wystarczy ,ze skonsultował z Obamą i dostał kod na wyszczelenie.
    Nawet Śpica nie moze byc o tym powiadomiona jezeli wyszczelenie ma byc skuteczne.

    No i o jakiej AUE my tu dyskutujemy…

  23. Szanowny Panie Profesorze.
    Tak i nie. Nie, bo istnieją nadal państwa narodowe, i ich obrona leży po stronie każdego z nich.
    Tak, bo mamy w Polsce liczną grupę ludzi predestynowanych do wyrażenia swego istnienia z bronią w ręku. Szlachectwo zobowiązuje – co fonetycznie brzmi jakoś tak: nobles obliż. Dla potomków polskiej szlachty i arystokracji służba wojskowa jest naturalną koleją rzeczy. W końcu cała ta warstwa wzięła się z dawnych książęcych watah zbrojnych i inna forma aktywności zawodowej (poza Służbą Bożą) dla szlacheckich synów nie wchodziła w rachubę. Ba, była formą deprecjacji ich stanu społecznego i w zasadzie uwłaczała ich pozycji. Dlatego uważam, że potomkowie polskich panów, powinni stanowić trzon europejskiej armii. Mają do tego pełne moralne prawo oraz wielowiekową tradycję służby dla różnych władców. A ponadto śledząc wypowiedzi licznych potomków Kresowej szlachty mam świadomość ich liczebności, co w zupełności zaspokoi europejskie potrzeby na wojskowych. Z drugiej strony mają stare rachunki krzywd do załatwienia ze swym odwiecznym wrogiem, kryjącym się za murami moskiewskiego kremla. A na dodatek, stamtąd pochodzi obecnie największe zagrożenie dla Polski i całej współczesnej Europy. Polskie hufce zbrojne zyskają przy okazji możliwość odebrania szablą tego, co im obca przemoc wzięła. Przy materialnym wsparciu europejskiego gminu.

  24. Pełna kakofonia.
    Dzisiejszy internetowy NYT przynosi,dosyc rzewny ,reportaż o małoletnich Strzelcach cwiczących z zapałem w Kaliszu z młodzieńczą pasją i młodzieńczą wiarą,ze bedą bronic do krwi ostatniej.Dzieweczki zwłaszcza .Szesnastoletnie.
    Zgłasza się szlachta Kresowa.Dosyc groteskowo pretendujac do tzw „trzona” armii europejskiej i jak rozumiem dowodzenia „gminem”.Ale to oczywiscie szarża prześmiewcza.Nie wykluczone,ze znajdą się odbiorcy traktujacy ten żart „na serio”.
    Mamy policji więcej niż wojska a generałów i oficerów więcej niż tych co w pole wyjśc mogą.Mamy czołgi darowane co mogą strzelac tylko amunicją,która nie potrafi przebic wrazych pancerzy.Mamy miec okręty podwodne z Tomahawkami i mamy miec specjalistów ,którzy potrafią się tym posłuzyc.
    Nie mamy jednak rezerwy sprawnej,nie mamy regularnego szkolenia wojskowego młodzieży i nie mamy powszechnego przekonania,ze tzw „Sternicy Nawy” wiedzą dokąd płyną.
    Armia Europejska byc może kiedys powstanie a byc może nigdy.
    Chciałbym bardzo by obronnością zaczeli kierowac ludzie kompetentni.Podobnie jak by ludzie kompetentni przejęli zarzadzanie budową Gazoportu ,czy restrukturyzacją GW.

    Chodzi o to by zlikwidowac kakofonię.